Detektyw Inwektyw - maglowanie jeza

Wypożyczyć kije do betonu

Miejsce startu – mety: Zespół Pałacowo - Parkowy w Koszęcinie (ul. Zamkowa 3, Koszęcin, woj. śląskie), siedziba Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk" im. Stanisława Hadyny

Organizator: Polskie Stowarzyszenie Nordic Walking, ul. Boh. Monte Cassino 13, 59-500 Złotoryja, tel. kontaktowy: 668 005 085

Współorganizator: Zespół Pieśni i Tańca "Śląsk" im. Stanisława Hadyny

*Wydarzenie odbywa się w ramach Ogólnopolskiej Ligi Mistrzów Nordic Walking pod Honorowym Patronatem Ministra Sportu i Turystyki - Witolda Bańki* 

Charakter 1. Nocnych Mistrzostw Polski w Nocnym Nordic Walking z Aktywną Strefą Nordic Walking:

wydarzenie ma charakter rywalizacji (sportowa technika nordic walking będzie egzekwowana przez Ogólnopolską Komisję Sędziów Nordic Walking PSNW). Zawodników obowiązują następujące komunikaty od sędziów PSNW obecnych na trasie:

Żółta kartka (1 minuta kary) 

Czerwona kartka (dyskwalifikacja)

Wśród wszystkich zawodników wyłoniony i nagrodzony statuetką zostanie zawodnik/zawodniczka, którzy zajmą 1, 2, 3 miejsce OPEN (z podziałem na kobiety i mężczyzn). Wśród wszystkich zawodników nagrodzona zostanie najładniejsza technika Nordic Walking (ocena sędziowska).

Przed startem (w godz. 18.00-20.00) w miejscu STARTU - METY działała będzie Aktywna Strefa Nordic Walking OTWARTA I BEZPŁATNA DLA WSZYSTKICH, także dla mieszkańców Koszęcina i okolic niebędących uczestnikami zawodów, gdzie będzie można wypożyczyć profesjonalne kije do nordic walking, nauczyć się prawidłowej techniki nordic walking pod okiem instruktorów i sędziów PSNW oraz wziąć udział w konkursach z nagrodami – gadżetami (koszulki techniczne, kubki, itp.). 

Pakiet startowy: identyfikator uczestnictwa, posiłek, numer startowy, *dla pierwszych 50 osób na mecie - medal okolicznościowy  Trasa: oświetlony park przy pałacu w Koszęcinie o długości 5 km (1 pętla = 1250 m) *drogi parkowe (nawierzchnia miękka, piaszczysta) – ok. 99% *asfalt, kostka – ok. 1 % Zapisy, wpisowe: do dnia 12.08.2016 r. g. 12.00 lub do wyczerpania limitu miejsc (100 miejsc) poprzez wypełnienie zgłoszenia na tej stronie - ZAPISY lub na miejscu w biurze zawodów (do wyczerpania limitu miejsc). Opłata startowa: 20 zł / osoba (*w dniu zawodów 40 zł) Opłatę wpisową należy wnieść na konto bankowe organizatora tj. BZWBK 90 1090 2095 0000 0001 1318 1313 w tytule wpisując: NOCNE NW oraz imię i nazwisko uczestnika. Uczestnik, który dokona opłaty wpisowej tym samym wyraża zgodę na udział w zawodach, nie ma przeciwwskazań zdrowotnych, wyraża także zgodę na przetwarzanie jego danych osobowych przez Organizatora oraz filmowanie, fotografowanie w celach promocyjnych i marketingowych. Ubezpieczenie: organizator posiada polisę OC. Każdy uczestnik zawodów powinien posiadać własne ubezpieczenie NNW. Informacje dodatkowe, nagrody dodatkowe:

Wszystkich uczestników obowiązuje wygodny, sportowy strój adekwatny do warunków atmosferycznych. 

Ogólnopolski projekt pn. Aktywna Strefa Nordic Walking jest współfinansowany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki / www.msit.gov.pl

*Nagrodę główną (VOUCHER na zakupy o wartości 200 zł) sponsoruje firma Regatta Polska www.regatta.pl

*Nagrody (VOUCHER na zakupy o wartości 100 zł) dla wszystkich na podium (1,2, 3 miejsce kobiety OPEN i 1, 2, 3 miejsce mężczyźni OPEN) sponsoruje firma Regatta Polska www.regatta.pl

*Identyfikatory pamiątkowe z logo dla wszystkich uczestników od firmy Cartpoland.pl  www.cartpoland.pl – polski producent kart plastikowych

Ostateczna interpretacja niniejszego Regulaminu należy do Organizatora. Zmiany oraz dodatkowe informacje będą publikowane na oficjalnej stronie www.nocnenw.pl w formie komunikatów sportowych.

Komitet Organizacyjny PSNW, Złotoryja, dn. 20.07.2016 r.

Source: http://knigger.org/orwell/1984/lang/pl/



Watch video "wypożyczyć kije do betonu"

Detektyw Inwektyw - maglowanie jeza

Najważniejszym elementem Nordic Walking są specjalnie zaprojektowane kije. Przed zakupem kijów powinniśmy zastanowić się czy chcemy długość stałą czy regulowaną (teleskopowe). Ale które wybrać?

Rodzaje kijów do Nordic Walking

Oba rodzaje tych kijów  zarówno teleskopowe jak i stałe mają plusy i minusy. Zacznijmy więc od plusów:

Czytaj: Nordic Walking a odchudzanie

​Niestety są też minusy:

​Dzięki nowej technologii kij do Nordic Walking jest elastyczny i amortyzuje drgania wywołane uderzeniem kija o podłoże.

Zobacz: Nordic walking – marsz dla zdrowia

Najważniejsza przy doborze jest długość kijów – powinny być dostosowane do wzrostu. Kije są dostępne w długościach od 100cm do 140cm. Najprostszą metodą określenia długości kijów jest chwyt kija za rękojeść. Ramię powinno tworzyć kąt prosty z przedramieniem. Wtedy kij ma odpowiednią długość. W określeniu długości kijów też może nam posłużyć wzór 0,66 x wzrost w centymetrach. Możemy także skorzystać z tabeli:

Jak dobrać odpowiedni kij?

Jednak najlepszą metodą doboru kijów jest pomoc instruktora lub osoby znającej się na sprzęcie Nordic Walking. Warto wypożyczyć kije i wypróbować kilka par, wtedy podejmiemy najlepszą decyzję z którą długością najlepiej nam się chodzi. Ważne w doborze kijów jest, żeby to był kij do Nordic Walking a nie do trekkingu. Często w sklepach sprzedawcy oferują kije trekkingowe zamiast kije Nordic Walking. Kij Nordic Walking powinien posiadać:

Nordic Walking w ciąży

Source: https://www.medme.pl/artykuly/Jak-dobrac-kije-do-Nordic-Walking,33244



CZĘŚĆ PIERWSZA

Był jasny, zimny dzień kwietniowy i zegary biły trzynastą. Winston Smith, z głową wtuloną w ramiona dla osłony przed tnącym wiatrem, wślizgnął się przez szklane drzwi do Bloku Zwycięstwa, ale nie dość szybko, by powstrzymać tuman ziarnistego pyłu, który wtargnął za nim do środka.

Klatka schodowa cuchnęła gotowaną kapustą i starymi, butwiejącymi wycieraczkami. Na jednym jej końcu wisiał barwny plakat, zbyt wielki do eksponowania w ciasnym wnętrzu. Przedstawiał tylko ogromną twarz, przeszło metrowej szerokości: przystojną, czerstwą twarz mniej więcej czterdziestopięcioletniego mężczyzny z sutym czarnym wąsem. Winston skierował się w stronę schodów. Sprawdzanie, czy winda działa, nie miało żadnego sensu. Nawet w najlepszych okresach rzadko bywała czynna, obecnie zaś, w ramach oszczędności związanych z przygotowaniami do Tygodnia Nienawiści, nie włączano prądu przed zmrokiem. Winston mieszkał na siódmym piętrze, a ponieważ miał już trzydzieści dziewięć lat i owrzodzenia żylakowe na prawej nodze powyżej kostki, wspinał się wolno, kilka razy odpoczywając po drodze. Na każdym piętrze, na wprost drzwi windy, spoglądał ze ściany plakat z ogromną twarzą. Była tak namalowana, że oczy mężczyzny zdawały się śledzić każdy ruch przechodzącego. WIELKI BRAT PATRZY, głosił napis u dołu plakatu.

W mieszkaniu przejęty głos czytał kolumny cyfr dotyczące wytopu surówki. Wydobywał się z podłużnej metalowej płyty przypominającej matowe lustro, wmontowanej w ścianę po prawej. Winston obrócił pokrętło i głos nieco przycichł, lecz mimo to każde słowo dobiegało wyraźnie. Urządzenie (nazywane teleekranem) można było ściszyć, ale nie wyłączyć. Winston podszedł do okna: drobna, mizerna postać, której chudość podkreślał jeszcze granatowy kombinezon, ubiór członka partii. Mężczyzna miał bardzo jasne włosy, cerę z natury rumianą, a skórę szorstką od chropowatego mydła, tępych żyletek i niedawnych mrozów.

Świat na zewnątrz, nawet oglądany przez zamknięte okno, tchnął chłodem. W dole, na ulicy, podmuchy wiatru wprawiały w wir kurz i skrawki papieru, a choć świeciło słońce, niebo miało barwę stali; wszystko było jakby pozbawione koloru — z wyjątkiem porozlepianych wszędzie dookoła plakatów. Wąsata twarz patrzyła z każdej lepiej wyeksponowanej powierzchni. Jeden plakat wisiał na fasadzie domu dokładnie naprzeciwko. WIELKI BRAT PATRZY, głosił napis, a ciemne oczy wwiercały się w oczy Winstona. Niżej, na poziomie ulicy, inny plakat, z naderwanym rogiem, trzepotał bezładnie na wietrze, to odkrywając, to zasłaniając pojedyncze słowo ANGSOC. W oddali helikopter zniżył się pomiędzy dachy, zawisł na moment niczym mucha mięsna, po czym poderwał się i odleciał, zataczając łuk. Był to patrol policji, szpiegujący mieszkańców przez okna. Ale zwykła policja to pestka. Prawdziwą grozą napawała Policja Myśli.

Za plecami Winstona głos płynący z teleekranu wciąż trajkotał o wytopie surówki i przekroczeniu Dziewiątego Planu Trzyletniego. Teleekran służył równocześnie za odbiornik i nadajnik, dostatecznie czuły, żeby wychwycić każdy dźwięk głośniejszy od zniżonego szeptu; co więcej, jak długo Winston pozostawał w zasięgu metalowej płyty, był nie tylko słyszalny, lecz także widoczny. Nikt oczywiście nie wiedział, czy w danym momencie jest obserwowany. Snuto jedynie domysły, jak często i według jakich zasad Policja Myśli prowadzi inwigilację. Nie sposób też było wykluczyć, że przez cały czas nadzoruje wszystkich. Tak czy inaczej, mogła się włączyć w dowolny kanał, kiedy tylko chciała. Pozostawało więc żyć z założeniem — i żyło się, z nawyku, który przeszedł w odruch — iż każde słowo jest podsłuchiwane, a każdy ruch pilnie śledzony, chyba że w pomieszczeniu panuje akurat mrok.

Winston stał tyłem do teleekranu. Tak było bezpieczniej, choć — jak wiedział — z pleców też można wiele wyczytać. Kilometr dalej potężny biały gmach Ministerstwa Prawdy, jego miejsce pracy, górował nad ponurym krajobrazem. I to jest Londyn, pomyślał z niejasną odrazą, główne miasto Pasa Startowego Jeden, trzeciej pod względem zaludnienia prowincji Oceanii. Usiłował wydobyć z pamięci jakieś wspomnienia z dzieciństwa, żeby się przekonać, czy Londyn zawsze wyglądał tak samo. Czy zawsze widziało się tu tylko rzędy sypiących się dziewiętnastowiecznych czynszówek o ścianach podpartych stemplami, oknach pozatykanych kawałkami dykty, dachach łatanych blachą falistą oraz rachityczne, walące się murki między ogródkami? I te porośnięte wierzbówką gruzy zbombardowanych domów, nad którymi unoszą się tumany białego pyłu, lub tereny doszczętnie zniszczone przez bomby, gdzie zaraz wyrosły kolonie nędznych drewnianych chat, istnych kurników? Wysiłki Winstona były jednak daremne, nie potrafił sobie nic przypomnieć; z dzieciństwa pozostała mu w pamięci tylko seria świetlistych obrazów, pozbawionych tła i sensu.

Gmach Ministerstwa Prawdy — w nowomowie[1] Miniprawd — odbijał zdecydowanie od wszystkich innych budowli w okolicy. Była to ogromna piramida z lśniącego białego betonu, pnąca się tarasami w górę na wysokość trzystu metrów. Z okna swojego mieszkania Winston widział wyraźnie trzy hasła Partii, wymalowane starannie na białej fasadzie:

WOJNA TO POKÓJWOLNOŚĆ TO NIEWOLAIGNORANCJA TO SIŁA

Mówiono, że gmach Ministerstwa Prawdy ma trzy tysiące pomieszczeń nad ziemią i tyleż samo pod ziemią. W Londynie istniały jeszcze tylko trzy budynki o podobnych rozmiarach i zbliżonym wyglądzie. Tak górowały nad resztą miasta, że z dachu Bloku Zwycięstwa dostrzegało się je wszystkie równocześnie. Mieściły cztery ministerstwa, składające się na aparat rządowy: Ministerstwo Prawdy, któremu podlegała prasa, rozrywka, oświata i sztuka, Ministerstwo Pokoju, które zajmowało się prowadzeniem wojny, Ministerstwo Miłości, które pilnowało ładu i porządku, wreszcie Ministerstwo Obfitości, sprawujące pieczę nad gospodarką. Ich nazwy, w nowomowie, brzmiały następująco: Miniprawd, Minipax, Minimiło i Miniobfi.

Największą grozę budziło Ministerstwo Miłości. Gmach ten w ogóle nie miał okien. Winston nigdy nie był ani w środku gmachu, ani też bliżej niż pół kilometra od niego. Na teren Ministerstwa wpuszczano jedynie w sprawach służbowych, lecz nawet wówczas interesant musiał pokonywać labirynt zasieków, stalowych bram i ukrytych stanowisk karabinów maszynowych. Także ulice w pobliżu patrolowali gorylowaci strażnicy w czarnych mundurach, uzbrojeni w rozsuwane pałki.

Winston odwrócił się gwałtownie. Wcześniej przybrał wyraz spokojnego optymizmu, jaki najbezpieczniej było przyjąć, stojąc przodem do teleekranu. Przemierzył pokój i wszedł do maleńkiej kuchni. Chcąc wrócić do mieszkania w czasie przerwy obiadowej, zrezygnował z posiłku w stołówce ministerstwa, chociaż wiedział, iż w domu nie ma nic do jedzenia oprócz kawałka ciemnego chleba, który musi sobie zostawić na jutrzejsze śniadanie. Zdjął z półki butelkę bezbarwnego płynu ze zwykłą białą etykietą opatrzoną napisem DŻIN ZWYCIĘSTWA. Trunek wydzielał mdłą, oleistą woń, niczym chińska wódka pędzona z ryżu. Winston nalał sobie prawie pełną filiżankę i pokonując wstręt, opróżnił ją jednym haustem, jakby pił lekarstwo.

Twarz natychmiast mu spurpurowiała, oczy zaszły łzami. Dżin miał smak kwasu azotowego, a w dodatku człowiek po każdym łyku czuł się tak, jakby dostał w łeb gumową pałką. Jednakże w następnej chwili palenie w żołądku nieco zelżało i świat wydał się Winstonowi weselszy. Wydobył papierosa z pomiętej paczki z napisem PAPIEROSY ZWYCIĘSTWA i niebacznie uniósł go pionowo, co sprawiło, że cały tytoń wysypał się na podłogę. Z następnym poszło mu lepiej. Wrócił do pokoju i usiadł przy stoliku na lewo od teleekranu. Wyjął z szuflady obsadkę, butelkę atramentu oraz czysty gruby zeszyt o marmurkowej okładce i czerwonym grzbiecie.

Z niewiadomego powodu teleekran znajdował się w dziwnym miejscu. Zamiast, jak w innych mieszkaniach, tkwić na ścianie bocznej, skąd roztaczał się widok na cały pokój, wmontowany był pośrodku najdłuższej ściany, dokładnie na wprost okna. Po jednej jego stronie mieściła się płytka wnęka, w której teraz siedział Winston, a którą — gdy budowano blok — przeznaczono zapewne na regał z książkami. Siedząc we wnęce, cofnięty jak najgłębiej, Winston znajdował się poza polem widzenia teleekranu. Wciąż, oczywiście, było go słychać, lecz dopóki się nie podnosił, pozostawał niewidoczny. W pewnej mierze to niezwykły układ pokoju podsunął mu pomysł, do którego realizacji właśnie się zabierał.

Głównie jednak podsunął mu go zeszyt wyjęty przed chwilą z szuflady. Był to wyjątkowo piękny zeszyt, choć o kartkach nieco pożółkłych ze starości. Takiego gładkiego, kremowego papieru nie produkowano od ponad czterdziestu lat. Winston podejrzewał nawet, że zeszyt jest znacznie starszy. Dostrzegł go na wystawie ubogiego sklepiku z rupieciami w jednej z bardziej obskurnych dzielnic miasta (gdzie dokładnie, już teraz nie pamiętał) i natychmiast zapragnął go mieć. Członkowie partii nie powinni zaopatrywać się w zwykłych sklepach (czyli „dokonywać transakcji wolnorynkowych”), lecz rozporządzenia tego nie przestrzegano zbyt surowo, gdyż wielu artykułów, takich jak sznurowadła i żyletki, nie sposób było zdobyć w żaden inny sposób. Rozejrzał się szybko po ulicy, a następnie wślizgnął do sklepiku i kupił zeszyt za dwa i pół dolara, nawet nie zastanawiając się po co. Niosąc go w teczce do domu, czuł się jak winowajca. Samo posiadanie czystego zeszytu mogło bowiem budzić podejrzenia.

Teraz zabierał się do pisania pamiętnika. Nie było to zakazane (nic nie było zakazane, gdyż wszelkie prawa dawno już zniesiono), ale nie wątpił, że jeśli go nakryją, dostanie karę śmierci lub przynajmniej dwadzieścia pięć lat ciężkich robót. Włożył do obsadki stalówkę i possał przez chwilę, żeby ją oczyścić. Pióra, archaicznego narzędzia, rzadko używano nawet do składania podpisów, ale zdobył je — potajemnie i z pewnym trudem — ponieważ uznał, że piękny kremowy papier zasługuje na coś lepszego niż drapanie kopiowym ołówkiem. Prawdę mówiąc, nie nawykł do ręcznego pisania. Poza krótkimi notatkami na ogół dyktowało się wszystko do mowopisu; teraz jednak Winston z oczywistych względów nie mógł wykorzystać tego urządzenia do swoich celów. Zanurzył stalówkę w atramencie i zaw

Source: http://www.nocnenw.pl/

Leave a Replay

Make sure you enter the(*)required information where indicate.HTML code is not allowed